Zaloguj się:
» Przypomnienie hasła

I BLAME COCO

I BLAME COCO
20 marca 2011 wejście: 19:00

Trudno uciec od muzycznego przeznaczenia, jeśli jest się córką nie kogo innego jak samego Stinga! Eliot Pauline Sumner aka Coco Sumner nawet nie próbowała – w wieku czterech lat sięgnęła po gitarę, a gdy skończyła dziewięć znała już każdy akord na swoim ulubionym albumie „Never Mind The BollocksSex Pistols. Piosenki komponowała od 14-tego roku życia. Żeby jednak nie odcinać kuponów od sławy ojca, Coco postanowiła wydać swoje nagrania pod szyldem I BLAME COCO.  Nie sposób jednak nie wychwycić podobieństw – ten sam chropawy głos, ten sam sposób frazowania, no i echa twórczości The Police z najlepszych czasów. Debiutancka płyta „The Constant” to zgrabne połączenie popu, rocka, ska i electro. Coco pracowała nad nią samotnie od czterech lat – z mozołem kompletując teksty, melodie i aranżacje swoich utworów. Płyta powstawała głównie w Szwecji, gdzie pod wpływem producenta Klasa, znanego ze współpracy ze szwedzką wokalistką Robyn, zwróciła się w stronę poprocka z początku lat 80-tych, czerpiąc inspiracje z takich grup jak Duran Duran czy  Psychodelic Furs. Pierwszy singiel z „The Constant” - „Caesar”, powstał jako rodzaj słownej improwizacji w trakcie wolnego czasu w studiu nagraniowym. „Słowa biorą się z pewnych specyficznych rejonów mojego umysłu. Nie próbuję rozumieć tekstu i wnikać w jego sens w trakcie jego tworzenia. Robię to dopiero wtedy, gdy jest już gotowy. Lepiej zaprząc do tego podświadomość.” - wyjaśnia. To był ostatni utwór nagrany podczas sesji. Wspólnie z Klasem wpadliśmy w ciąg podświadomych skojarzeń. Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawę z tego, że miałam na myśli systemy polityczne, korupcję władzy, oszukaństwo sloganów i nie dotrzymywanie politycznych obietnic. Dlatego pojawiają się tu odniesienia do „Władcy much” Goldinga – mojej ulubionej powieści. Już wtedy podejrzewaliśmy, że udało nam się stworzyć coś ciekawego. Gdy zagraliśmy to wytwórni - wszystkim się spodobało.”

Również spodobało się wspomnianej Robyn. Gdy usłyszała surowe demo piosenki, poprosiła, czy mogłaby zaśpiewać w refrenie. „Jej głos ma w sobie słodycz” - mówi Coco. - „Jest gwiazdą pop, którą warto szanować. Kontroluje każdy aspekt swojej muzyki, począwszy od brzmienia, przez sposób jej prezentacji, aż po kwestie okładek płyt. To wszystko to jej własne pomysły.”

Na drugim singlu, „Self Machine”, ideę globalnego internetowego społeczeństwa doprowadza do szokującej konkluzji. Wyobraża sobie w niej siebie jako robota (przy podkładzie bębniącego electro). Słychać tu inspirację new wave, prozą JG Balarda i filmem Wall-E. Sting na pewno będzie dumny!


Już w marcu COCO zagra po raz pierwszy w Polsce w warszawskim klubie Stodoła!